piątek, 8 stycznia 2016

STAR WARS EDUCATION

Początkowo post nosił nazwę GRZECH, no i w sumie był zasadny, ponieważ grzechem było tu nie być tyle czasu. Osoby, które mnie obserwują wiedzą/widzą, że moja nieobecność trwała coś około ponad roku. Cóż żałuję :(, choć nie tak bardzo :), dlaczego już wyjaśniam. A czemu STAR WARS EDUCATION, to zobaczycie na zdjęciach poniżej :)

Moja nieobecność krótko pisząc spowodowana była edukacją. Na stare lata postanowiłam spróbować jeszcze, a nóż coś z tego zapamiętam i zapisałam się na kurs złotniczo-jubilerski :) I tu od razu muszę napisać, że jestem bardzo wdzięczna mojej przyjaciółce, która poinformowała mnie o jego istnieniu, jak również zmotywowała do wzięcia w nim udziału. Obawy miałam i owszem m.in spowodowane czasem, ponieważ kurs trwa rok i odbywa się 4 razy w tygodniu, w godzinach co prawda popołudniowych, ale jednak sporo zahaczających o te, które spędzamy w pracy. Zupełnie nie wiem czemu szkoła w zasadzie nigdzie nie ogłasza się z tym kursem, albo inaczej, może to ja nie umiałam odnaleźć tego co mi było potrzebne w przestworzach internetu. 

Interesującą dość sprawą jest fakt, iż kurs ten jest zupełnie bezpłatny, co jest ciekawą alternatywą w stosunku do znanych lub pojawiających się tego typu miejscach odpłatnych. Kursem jest jedynie z nazwy, ponieważ w zasadzie nosi wszystkie znamiona edukacji szkolnej, oprócz zajęć praktycznych i wykładów, jest dziennik, oceny, lista obecności, sprawdziany itp. ba nawet nieobecności trzeba usprawiedliwiać :D

Co można wynieść z tej szkoły? Oprócz nowych i ciekawych znajomości to na pewno bogatą wiedzę teoretyczna.  Jest tego naprawdę dużo, można zniechęcić się sprawdzianami, jednak w sumie powodują one, że trzeba skupić się i przyswoić to co nabazgrane w zeszycie, co i tak przecież przydaje się później w praktyce. Zajęcia praktyczne to dwa spotkania w tygodniu po 4-5 h, jak dla mnie zdecydowanie za mało, ale i tak w tej wersji naprawdę sporo podstawowych technik można poznać i nauczyć się, o ile nie plotkuje się z koleżankami z kursu :D

Kurs podzielony jest na dwa semestry, każdy trzeba zaliczyć zarówno w teorii jak i w praktyce, gdzie w praktyce wykonuje się dwie prace semestralne. Po drodze są jeszcze miesięczne praktyki, które należy odbyć w pracowni jubilerskiej najlepiej znalezionej samemu choć szkoła dysponuje adresami zakładów, w których można o nie się starać. Na koniec otrzymujemy zaświadczenie o ukończonym kursie w zawodzie złotnik-jubiler z kwalifikacją wykonanie i naprawa wyrobów złotniczych i jubilerskich. Na życzenie można przystąpić do egzaminu państwowego teoretycznego i praktycznego, który jest potwierdzeniem ww. kwalifikacji. 

No i to tyle jako podsumowanie zeszłego roku, miało być krótko wyszło trochę dłużej :D
Bardzo polecam udział w tym kursie, to naprawdę bardzo duży krok do przodu albo inaczej przejście na wyższy poziom wiedzy i umiejętności. Nie chcę tu robić reklamy, ale napiszę tylko że szkoła mieści się w Warszawie na Żoliborzu. Chętnym podam namiary na priv krofkaem@gmail.com lub ewentualnie po takiej podpowiedzi wujek Google na pewno będzie pomocny i coś Wam znajdzie.

O innych sprawach przyziemnych minionego roku pisać nie będę , choć pojawi się niebawem coś jeszcze, ale o tym kolejnych postach :)

Postaram się pracować nad wirtualną bytnością bardziej, jednak jeszcze bardziej postanawiam twórczo podziałać i oby to się udało. Trzymajcie kciuki.

Poniżej kilka prac, które udało mi się w tym czasie złapać okiem smartfona, bezpośrednio na zajęciach lub już w domu :)

A teraz miłego oglądania :)




 Ten zestaw mówi sam za siebie i teraz już wiecie czemu postanowiłam zmienić tytuł





Po lewej tygielek, w którym topi się granulat srebra a po prawej machina zwana walcarką, w której to walcuje się srebro na odpowiednią grubość jaka nam jest potrzebna





jak widać to niezła siłownia :)




a tu już moje twory, 
pierścionek z kaboszonem w roli głównej labradoryt i oprawa pełna carga







pierścionek z kaboszonem-labradoryt, oprawa pełna carga na bizie, która podnosi od spodu kamień, tu akurat niewidoczna na zdjęciu





obrączki z zakutymi cyrkoniami w tzw korny




obrączka z nadaną fakturą,
obrączka satynowana z oprawioną cyrkonią na gładko tzw. lusterko





pierścionek z cyrkonią, oprawa punktowa w kast






obrączka z wyciętym napisem,
widać jak nierówno wyszły litery



Prace semestralne pojawią się niebawem w oddzielnym poście.


I jeszcze na koniec mój czworonożny przyjaciel, który w czasie tego roku zdążył znacznie podrosnąć :)



Pozdrawiam
Majka

22 komentarze:

  1. fajne prace a przy okazji niezla frajda i zabawa.
    Zapraszam do siebie. pozdrowienia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O tak i wielki niedosyt i chce się wiedzieć i umieć jeszcze więcej :D

      Usuń
  2. Piękny pierwszy pierścionek :) genialne kursy :), może kiedyś :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. Warto spróbować :)

      Usuń
    2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

      Usuń
  3. Odpowiedzi
    1. Dziękuję :) to mój kochany pomagier :)

      Usuń
  4. Gratuluję podjęcia właściwej decyzji w odpowiednim czasie. Pogratulować też należy pieknych prac które powstały. Maju jesteś bardzo zdolna a teraz jeszcze profesjonalistka pełną parą. Cieszę się razem z Tobą i jeszcze raz gratuluję !!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Monika dziękuję ślicznie, miałam obawy czy powinnam tym się chwalić, bo w zasadzie liczyć powinien się teraz efekt tej nauki, jednak dla mnie ważna jest też droga do ew celu i masz rację to była właściwa decyzja w odpowiednim czasie ♥

      Usuń
  5. Ja niekoniecznie - uważam biżuterię.........:)
    WSZYSTKO CO MAM LEZY Z REGUŁY W SZAFCE nienoszone,
    ale chętnie się rozejrzę!

    pozdrawiam;

    A.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zapraszam serdecznie :) może z biżu masz podobnie jak ja, nie trafiłaś jeszcze na swoją ulubioną, może Twoją i swoją wyobraźnią mogłybyśmy stworzyć np. Twój osobisty talizman. Ja też noszę mało biżuterii, choć teraz gdzieś głęboko w myślach właśnie myślę o czymś takim tylko dla siebie z czym nie będę chciała się rozstawać.

      Usuń
  6. Maju, zawsze bardzo kibicuje ludzim, ktorzy chca sie uczyc. Brawo. Twoje pierscionki mnie urzekly!
    Juz do dawna przygladam sie Twoim bransoletkom, w koncu musze cos zamowic. Jesli w naszym zyciu , wszystko ulozy sie jak trzeba, to w lutym-skladam zamowienie)

    Pozdrawiam goraco)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kasiu, miłe słowa dziękuję :) i zapraszam w lutym i w każdym innym miesiącu, coś wspólnie uradzimy :)

      Usuń
  7. no niesamowite:) cudowne zajęcia ten pierwszy pierścionek cudowny... fajnie że miałaś taką możliwość rozwinięcia się no i zazdroszczę pomysłu i uporu do dążenia do wymarzonych prac:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No proszę taki prosty, klasyczny, a jednak się podoba, myślę, że to ten urok labradorytu robi swoje :) Do wymarzonych prac to jeszcze trochę czasu potrzeba, pracownia nie powstaje w 5 minut, ale z całej tej przygody bardzo się cieszę :)

      Usuń
  8. Pięknie oprawiłaś ten labradoryt. Wygląda tak gładko i subtelnie... Jak dla mnie praca semestralna zaliczona na bdb:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki Nat nie sądziłam że najprostsza i klasyczna technika oprawienia kamienia tak będzie się podobać, jednak to nie była praca semestralna a jedynie cześć programowa.

      Usuń
  9. Maja, taki kurs to świetna sprawa. Powiem szczerze, że sama zapisałabym się z wielką chęcią. Może znalazłabym coś takiego w Trójmieście? Ale najtrudniej byłoby z czasem. Musiałabym chyba zrezygnować ze snu :)
    Te wszystkie pierścionki zrobiłaś sama? Świetne! Ale to musi być frajda!

    Trzymaj się ciepło!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod okiem wykładowców z ich uwagami, sugestiami na tym polega nauka. Tak Kasiu to wielka frajda a po wielki niedosyt i od razu chciałoby się dalej zgłębiać tę wiedzę :) Ja miałam czas więc wykorzystałam go mam nadzieję z korzyścią dla siebie :D Ty też trzymaj się ciepło :D

      Usuń
  10. Z sentymentem obejrzałam zdjęcia: topienie srebra, walcowanie, lutowanie ....ech. Ja jestem po jubilerstwie, tylko te 20 lat temu to była ekstrawagancja, że tak to ujmę. Nikt z mojej klasy po 5 latach nauki nie kontynuował zawodu. "Zawód bez przyszłości", a rynek zaczęły zalewać masowe odlewy. W moim mieście było raptem tylko dwóch mistrzów, którzy robili ręcznie biżuterię ze srebra i złota. Na szczęście teraz prawdziwe jubilerstwo odżyło, i taka biżuteria robiona od podstaw ma dla mnie ogromną wartość. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aniu bardzo się cieszę, że mnie odwiedziłaś i uchyliłaś rąbka swojej historii. Wierzę i mam ogromną nadzieję, że to co ręcznie wykonywane ma swoją przyszłość, choć różne są opinie. Piszesz o czasach dość odległych i masowych odlewów, w takim razie teraz to już jesteśmy chyba nimi wręcz zalani i odbić, wybić się, przebić nie jest tak łatwo.

      Usuń

Miło, że tu zaglądasz, piszesz co myślisz i zostawiasz swoje uwagi :)

Zapraszam ponownie na blogowe spotkanie.

Majka